Rezerwa Federalna zdejmuje rękawiczki.

Piotr Kuczyński dla iWealth

W przedświątecznym, krótszym tygodniu giełdowym – w piątek nie ma handlu na większości giełd europejskich i w USA, w poniedziałek część giełd europejskich nadal nie pracuje (w tym GPW), a w USA giełda działa – poniedziałek przyniósł potężne zwyżki indeksów. Powodem były sygnały cofającej się w Europie pandemii (w końcu tygodnia pojawił się tutaj znak zapytania) i stabilizacji w Nowym Jorku.

Pomogło też to, że spiker Izby Reprezentantów, Nancy Pelosi, mówiła o kolejnym pakiecie pomocowym w wysokości 1 biliona dolarów. Przede wszystkim jednak USA powinny doprowadzić do szybkiej realizacji podstawowego programu pomocowego. Reuters donosi, że jest z tym duży problem, co może opóźnić pomoc dla firm i konsumentów pogłębiając recesję.

Rządy na całym świecie nadal zwiększały swoją pomoc dla gospodarek.

Prezydent Donald Trump postanowił “odkurzyć” swoją propozycję z czasów kampanii prezydenckiej w 2016 roku i zapowiedział wstrzyknięcie 2 bilionów dolarów w inwestycje w infrastrukturę, której to nawiasem mówiąc bardzo się od lat należy. Premier Japonii, Shinzo Abe, zapowiedział pakiet pomocy gospodarce w wysokości około 20% PKB (ekwiwalent 991 mld dolarów).

Strefa euro też przymierzała się do pakietu pomocowego większego niż 250 mld euro – 100 mld euro dla bezrobotnych, 200 mld euro kredytów z EBI i dwie linie kredytowe w Europejskim Mechanizmie Stabilności. Z wtorku na środę, po nocnych obradach, ministrowie finansów strefy euro nie porozumieli się jednak, bo Holandia nie zgadzała się na warunki proponowane przez Włochy. Obrady były kontynuowane w czwartek, czyli w dzień pisania komentarza, i należy założyć, że w końcu muszą doprowadzić do przyjęcia pakietu.

Nic dziwnego, że strefa euro potrzebuje pomocy. Paweł Borys, szef PFR, powiedział niedawno, że koszty pandemii w Europie można przedstawić prostym wzorem 3×10% – spadek PKB w 2020 o 10%, wzrost długu publicznego o 10 pkt. proc. PKB oraz luka płynności w sektorze przedsiębiorstw 10% PKB. Jest to jednak tylko opinia, a nie pewnik i należy trzymać kciuki, żeby tak się nie stało.

Zdarzają się też i inne, niestandardowe, posunięcia. Rząd Austrii wprowadził przymusowe moratorium na spłaty kredytów konsumentów i małych firm dotkniętych skutkami pandemii. Dość dziwne posunięcie uderzające w banki. W Peru Kongres przyjął prawo umożliwiające wybranie z funduszy emerytalnych 25% ich wartości po to, żeby złagodzić tymi pieniędzmi wpływ pandemii.

Wróćmy na giełdy. Już w piątek bardzo umiarkowanie negatywna reakcja rynków na dramatyczny raport miesięczny z rynku pracy w USA (utrata 701 tys. miejsc pracy i to do połowy marca) pokazywała, że nastroje się zmieniają. W USA bezrobocie tak szybko rośnie jak będzie spadać. Poza tym wielu obserwatorów rynku zauważa, że hojne zasiłki dla bezrobotnych i wspomożenie innymi środkami zwiększają chęć chwilowego zrezygnowania z pracy.

Zwyżki na Wall Street kontynuowane były we wtorek, ale do końca sesji optymizmu nie wystarczyło. Pewnym ostrzeżeniem było to, że blisko czteroprocentowe zwyżki znikły i zamieniły się na mikroskopijne spadki. Zwrot na południe dokonał się wyraźnie poniżej 50% zniesienia bessy. To mogło ostrzegać, że siła byków jeszcze wielka nie jest.

Jednak już w środę byki znowu zaatakowały. Pomagało im to, że Bernie Sanders zawiesił swoją kampanię prezydencką (w praktyce wycofał się z wyścigu zostawiając pole Joe Bidenowi). Poza tym czołowy epidemiolog dr Anthony S. Fauci powiedział, że liczba zgonów może być mniejsza niż oczekiwano, a szczyt pandemii może nastąpić w poświątecznym tygodniu.

Wydawało się, że przedświąteczny czwartek będzie dla giełd niekorzystny, ale tak nie było. Indeksy wzrosły, ale skala zwyżki może nieco rozczarowywać, a poziom 50% zniesienia bessy znowu ocalał. Tym razem pomógł bykom Fed. Poinformowano o uruchomieniu kolejnego programu pomocy dla gospodarki (teraz w sumie będzie to ze strony Fed 2,3 biliona dolarów). Między innymi Fed będzie udostępniał czteroletnie kredyty dla firm zatrudniających do 10.000 ludzi. Tak jak i u nas firmy będą musiały podejmować „rozsądne działania w celu utrzymania zatrudnienia”.

Fed będzie też kupował bezpośrednio (już nie z rynku wtórnego) obligacje stanów, hrabstw i miast. Można powiedzieć, że Rezerwa Federalna zdjęła rękawiczki i nie udaje już, że nie ma druku pustego pieniądza. Jerome Powell, szef Fed w czwartek powiedział, że „Rolą Fed jest zapewnianie wszelkiej możliwej stabilności i pomoc gospodarce w okresie ograniczenia aktywności gospodarczej tak, żeby ożywienie gospodarcze było jak najszybsze”.

W poprzednich komentarzach pisałem, że korekta spadków najczęściej przyjmuje postać zygzaka ABC. Taki zygzak na Wall Street teraz obserwujemy – wzrost indeksów do 26. marca (A), spadek do 1. kwietnia (B), a teraz trwa wzrostowa fala C. Ta ostatnia powinna mieć zakres podobny do fali A. Potem indeksy powinny znowu spadać. Nie przywiązywałbym się jednak za bardzo do tego scenariusza, bo równie prawdopodobny jest wzrost indeksów w kształcie litery V. W ostatnich latach ta formacja była najczęściej realizowana.

Paradoksalnie pandemia może sprzyjać takiej zwyżce. Dlaczego? Giełdy poruszają się napędzane oczekiwaniami i psychologią. W miarę cofania się pandemii indeksy będą rosły, bo będzie rosła nadzieja na restart gospodarki, którego intensywność zwiększana będzie przez środki pomocowe rządu. To może znowu doprowadzić indeksy do irracjonalnych poziomów. Irracjonalnych, bo jednak gospodarka globalna długo będzie się leczyć. 

Jest mały powód do niepokoju – to wzrost rachunków inwestycyjnych w marcu. To żółte światło dla obozu byków. „Ulica” zawsze kupowała w szczycie i sprzedawała w dołku i zawsze tak będzie. W dawnych czasach (1993) jeździliśmy po POK-ach obserwując, co ludzie mają w rękach (różne kolory) – jeśli sprzedawali to kupowaliśmy i odwrotnie. Zawsze z sukcesem. Dlaczego więc światło jest żółte, a nie czerwone? Bo niewykluczone, że siedząc w domu ludzie się nudzą i otwierają rachunki po to, żeby uprawiać day trading.

Na rynku walutowym poprawa nastrojów również zaczęła zmieniać sytuację. Kurs EUR/USD zaczął się powoli podnosić, a to pomagało złotemu. Zahamowała ten ruch decyzja Rady Polityki Pieniężnej (o tym niżej), ale według mnie nie jest prawdą, że tarcza finansowa (też o tym niżej) zaszkodzi złotemu. Wszędzie rządy i banki podejmują podobne decyzje, więc polskie działania niczym specjalnym się nie wyróżniają. Bardziej prawdopodobne jest, że szkodzić będą niskie stopy procentowe. Spadki kursów na naszym rynku na razie też rysują formację ABC, tylko tym razem jest to formacja korekty wzrostów. Poprawa nastrojów na rynkach globalnych powinna złotego umocnić.

Cena ropy po szaleńczych zmianach w końcu tygodnia w poniedziałek i wtorek uległa korekcie, bo spotkanie OPEC + zostało przełożone na czwartek 9 kwietnia, a do tego EIA (agencja amerykańska zajmująca się rynkami energii) obniżyła prognozy dotyczące cen ropy powołując się na zmniejszenie globalnego popytu. Potem im bliżej było tego spotkania tym nastroje stawały się lepsze. W dzień szczytu drożała już o około 10%, ale zakończyła dzień solidnym spadkiem, bo rynek był rozczarowany rozmiarem cięcia wydobycia (mimo porozumienia Rosji i Arabii Saudyjskiej). Rozmowy jednak będą kontynuowana w piątek i to od ich wyniku zależy to, czy ropa będzie drożała.

Złoto też zareagowało na poprawę nastrojów. Cena już w poniedziałek mocno wzrosła, ale znowu opór na poziomie 1.690 USD okazał się być za mocny. Ta zwyżka pokazała jednak, że co prawda złoto nie jest już tak powszechną bezpieczną przystanią, ale gracze zakładają, że potężne środki wstrzyknięte w gospodarkę światową zwiększą w końcu inflację i dlatego kupują instrumenty powiązane z ceną złota. Poprawa nastrojów powinna pomagać również złotu.

W Polsce WIG20 też w poniedziałek zareagował na informacje o cofającej się pandemii i zyskał ponad pięć procent. We wtorek zachował się dość podobnie do tego, co obserwowaliśmy na Wall Street. Ruszył szybko na północ i zyskiwał już ponad cztery procent, ale po przekroczeniu poziomu Fibonacciego (38,2% zniesienia – według mnie poziomy zniesienia trzeba liczyć od stanu w połowie lutego, kiedy to przed spadkami trwała stabilizacja) zawrócił i zakończy dzień zwyżką niewiele wyższą od jednego procenta. W czwartek wzrost był kontynuowany, ale znowu opór techniczny ocalał.

W środę decyzja RPP, która nieoczekiwanie obniżyła stopy procentowe o kolejne 50 pb (do 0,5%,) mocno uderzyła w sektor bankowy i indeksy spadły, ale w czwartek kończyły tydzień zwyżkami. W kolejnym tygodniu wpatrywać się będziemy w Wall Street i naśladować indeksy amerykańskie (o tym w końcu komentarza).

Musimy wrócić do analizy rynku pandemii, bo od tego zależy przecież koniunktura na rynkach finansowych. Z modelu opracowanego przez spółkę ExMetrix wynika, że liczba osób zarażonych w Polsce może wynieść około 9 tysięcy i powinna zostać osiągnięta w okolicach 20 kwietnia 2020. Najszybszy przyrost osób zakażonych może wynieść około 400 na dobę i nastąpi w okresie 28.03.2020 – 08.04.2020 (i to by się zgadzało). Po 8 kwietnia liczba zachorowań powinna rosnąć w wolniejszym tempie, zaś bardzo wyraźne zahamowanie powinno być widoczne około 15 kwietnia.

W Europie już tylko Szwecja kontynuuje swój eksperyment. Otwarte są tam szkoły, restauracje i stoki narciarskie. W Polsce były wicepremier Jarosław Gowin twierdził niedawno, że trzeba myśleć o II fazie walki z epidemią. Osoby starsze i z konkretnymi chorobami, muszą być poddane dalszej kwarantannie, a reszta (zachowując środki ostrożności) musi wziąć na siebie ciężar dźwigania polskiej gospodarki ze stanu zapaści. Też tak uważam. W wielu krajach mamy już zapowiedzi takiego restartu – choćby we Włoszech, gdzie planowany jest wstępnie na 3. maja, a część firm będzie startowała już w po świętach (firmy, dostarczające produkty spożywcze i farmaceutyczne, wybrane firmy maszynowe oraz część sklepów).

Po zmasowanej krytyce dotyczącej „tarczy antykryzysowej” przed świętami przyjęta została nowa wersja „tarczy” (2.0), która ma bardziej pomóc gospodarce niż pierwotne rozwiązanie (koszt to dodatkowe 11 mld złotych). Poza tym premier Mateusz Morawiecki i prezes NBP Adam Glapiński zapowiedzieli też tarczę finansową o wartości 100 mld złotych mającą za zadanie dostarczenie powszechnej płynności firmom niezależnie od skali prowadzonego biznesu.

Szczegóły można znaleźć na przykład tutaj: https://tiny.pl/7qrxz. Subwencje, które mogą być umarzane (do wartości 75% – to „do” może tu być haczykiem), jeśli przez rok firma będzie działała i utrzyma zatrudnienie, z pewnością bardzo pomogą w ograniczeniu bezrobocia i podtrzymania działalności wielu firm. Subwencje mają być przyznawane szybko, dla firm, których obroty spadły o więcej niż 25% i będą przyznawane na podstawie prostych oświadczeń. Im szybciej pojawią się te nowe rozwiązania (mówi się o 2-3 tygodniach) i im szybciej będą działać tym lepiej. Pamiętać trzeba, że im bardziej hojny jest rząd tym szybciej zrestartuje gospodarka.

Pojawia się oczywiście pytanie: skąd ma pochodzić te 100 mld złotych?

Wymyślono sprytne rozwiązanie, które nie zwiększa chwilowo zadłużenia ani deficytu budżetu państwa (w statystyce krajowej, bo w europejskiej zwiększa jak twierdzi dr Sławomir Dudek, były pracownik Ministerstwa Finansów, obecnie główny ekonomista Pracodawców RP). PFR, kierowany przez prezesa Pawła Borysa, wyemituje obligacje gwarantowane przez rząd, a NBP na rynku wtórnym je skupi (wcześniej być może kupią je banki komercyjne). Skupi zresztą nie tylko te obligacje – zdaniem ING Banku Śląskiego NBP będzie musiał skupić do 185 mld zł obligacji (8,4 proc. PKB).

To sprytne ominięcie prawa, bo NBP nie może finansować rządu. Kupuje obligacje na rynku wtórnym, więc de iure wszystko jest w porządku, ale de facto rząd jest finansowany przez nowe pieniądze. Nie przypuszczam jednak, żeby ktoś to NBP i rządowi zarzucał – po prostu działa vis maior. Problem będzie miał kolejny rząd. Umarzane subwencje spowodują, że trzeba będzie skorzystać z rządowych gwarancji. Za 3 lata zabraknie więc budżetowi około 60-80 mld złotych. Ale tym będziemy się martwili za parę lat.

Nie omawiam tutaj decyzji Sejmu dotyczącej korespondencyjnego wyboru prezydenta. Zaznaczę tylko, że nie wolno słuchać opowieści o tym, że nie można ogłosić stanu klęski żywiołowej (który de facto obowiązuje), co przesuwałoby wybory przynajmniej do jesieni. Politycy ustami byłego wicepremiera Jarosława Gowina twierdzą, że ogłoszenie takiego stanu doprowadziłoby do konieczności wypłacania potężnych odszkodowań. Profesor Ewa Łętowska mówi jednak, że to jest blef. Mało tego – odszkodowania za szkody (nie za utracone korzyści) byłyby mniejsze niż bez ogłoszenia takiego stanu. O tym przedsiębiorcy powinni pamiętać.

Co można powiedzieć na temat nadchodzącego, poświątecznego tygodnia? Oczywiście oprócz tego, ze trzeba obserwować rozwój pandemii i patrzeć jak działają na rynki zapowiedziane pakiety pomocowe. Otóż najważniejsze powinno być to, że we wtorek 14 kwietnia startuje w USA sezon raportów kwartalnych spółek. Zazwyczaj jest to dobra okazja dla Wall Street do podniesienia indeksów. Tym razem może też tak być, ale wyniki będą zaburzone przez to, że przez ponad dwa miesiące kwartału pandemii w USA nie było. Dlatego też możliwe są niespodzianki, ale większą uwagę inwestorzy zwracać będą na prognozy firm, w których mogą być liczne niespodzianki (zarówno pozytywne jak i negatywne).


Autorem tekstu dla iWealth jest Piotr Kuczyński, ekonomista, analityk rynków finansowych.

Niniejszy materiał ma wyłącznie charakter promocyjny i nie stanowi oferty ani zaproszenia do składania ofert w rozumieniu przepisów Kodeksu cywilnego. Informacje zawarte w niniejszym materiale nie mogą stanowić wyłącznej podstawy do skorzystania z usług oferowanych przez Spółkę lub do podjęcia jakiejkolwiek decyzji inwestycyjnej. Wymagane przepisami prawa informacje o Spółce oraz świadczonych usługach, w tym o ryzyku związanym z oferowanymi instrumentami finansowymi udostępniane są na stronie internetowej iwealth.pl, w serwisie transakcyjnym iWealth Online lub w formie papierowej przed rozpoczęciem świadczenia usługi.




Do pobrania