Każdy pretekst dla byków powodem do kupowania akcji?

Piotr Kuczyński dla iWealth

Tym razem komentarz będzie nieco krótszy, bo niewiele się na rynkach wydarzyło. Generalnie utrzymywały się dobre nastroje, pandemia miejscami nieco się cofała, a gospodarki otwierały, co pomagało w poprawianiu nastroju na rynkach. Dopiero w czwartek pojawiła się chęć do realizacji zysków.

Przełom miesiąca był dla obozu byków na rynkach akcji bardzo pozytywny. Ostatni dzień maja w Europie był co prawda spadkowy, ale we wtorek i środę i tam byki już rządziły. Spoglądając na wykresy indeksów na Wall Street można było dojść do wniosku, że pandemia już znikła, drugiej fali (wznowy) nie będzie, a zyski spółek są najwyższe w historii, a akcje są bardzo tanie. Oczywiście prawda jest całkiem inna. O 180 stopni można te twierdzenia obrócić. Nieco więcej o tym niżej.

Interesujące jest to, że w USA firmy notowane na giełdach sprzedały w maju akcje za 60 mld dolarów, czyli najwięcej w historii miesięcznej sprzedaży. Jak widać akcjonariusze korzystali ze wzrostu indeksów, nie bardzo wierząc, że sytuacja gospodarcza szybko się poprawi. I najpewniej mają rację.

Nawiasem mówiąc Congressional Budget Office (CBO), czyli amerykańska agencja rządowa zajmująca się budżetem federalnym, obniżyła swoją prognozę wzrostu PKB w USA na lata 2020-2030 o 7,9 bln USD. Z prezentowanej przez nią projekcji wynika, że PKB wzrośnie do poziomu prognozowanego przed pandemią dopiero w okolicach 2029 roku. Skoro tak ma być to długo jeszcze wycena spółek na Wall Street będzie zdecydowanie za wysoka.

W miniony piątek Wall Street nie przejęła się nawet wojną handlową USA – Chiny (czym przejęli się Europejczycy). Nic dziwnego zresztą, bo z gniewnych zapowiedzi Białego Domu niespecjalnie dużo wynikło. Donald Trump podczas swojej piątkowej konferencji żadnych nowych antychińskich sankcji nie ogłosił. Można powiedzieć, że góra urodziła mysz, a właściwe urodziła wycofanie się USA ze Światowej Organizacji Zdrowia.

Ta piątkowa sesja zakończyła się wzrostem amerykańskich indeksów, a od poniedziałku zwyżki były kontynuowane. Dopiero w czwartek, jak na początku napisałem, widać było chęć do zrealizowania części zysków. Inwestorzy nie przejęli się trwającymi w USA, groźnie wyglądającymi, zamieszkami po zabójstwie przez białego policjanta Afroamerykanina George’a Floyda. W poniedziałek Donald Trump zagroził nawet wprowadzeniem do akcji wojska, jeśli miasta i stany nie dadzą sobie rady z rosnącą falą protestów i przemocy.

Rynki sytuację lekceważyły zapewne słusznie zakładając, że jak zwykle wszystko to niedługo zakończy się bez istotnego wpływu na gospodarkę. Nie można jednak wykluczać, że pandemia i lockdown doprowadzi do zamieszek i buntów nie tylko w USA, bo najmocniej na pandemii i lockdownie zyskują najbiedniejsi. Bogaci nawet zyskują. Czy to może zaszkodzić giełdowej hossie? Wątpię, nie to się dla rynków liczy.

Niespecjalnie przejęto się też tym, że jak twierdziły źródła, rząd chiński zakazał podległym mu firmom ograniczyć zakupy amerykańskiej soi. Szybko się zresztą okazało, że chińskie firmy soję jednak kupowały. Nawet środowa decyzja USA o zakazie lotów chińskich linii lotniczych do USA nie zaszkodziła obozowi byków. Przestrzegałbym jednak przed założeniem, że wojna handlowa wygasła. Do wyborów w USA zostało jeszcze dużo czasu…

We wtorek i środę indeksy w Europie również mocno rosły – szybciej niż indeksy amerykańskie. Dopiero w czwartek pojawiła się chęć realizacji zysków. Do środy pomagało bykom nadrabianie straconego czasu przez giełdę niemiecką (pauzowała w poniedziałek z powodu święta). Niewątpliwe powodem było też to, że kanclerz Angela Merkel dogadała się z partnerami koalicyjnymi w sprawie drugiego pakietu stymulacyjnego w wysokości 130 mld euro.

Czekano też na czwartek, czyli posiedzenie ECB, podczas którego bank miał ogłosić, że zwiększy zakres skupu aktywów o 500 mld euro. Okazało się, że bank chciał rynki pozytywnie zaskoczyć. Dodatkowych zakupów dokona za 600 mld euro (czyli łącznie do 1.350 mld euro) i będzie ten skup prowadził do końca czerwca przyszłego roku (o pół roku dłużej niż przedtem obiecywał). Stopy procentowe pozostały na poziomie zero procent. Christine Lagarde, szefowa ECB, powiedziała podczas konferencji prasowej, że inflacja pozostanie na bardzo niskim poziomie, a wzrost gospodarczy będzie stłumiony przez bezprecedensowy spadek PKB w strefie euro w drugim kwartale tego roku.

Zadłużenie państw rośnie, ale (o tym od dawna piszę) mało kto się tym przejmuje. Niektórzy jednak ostrzegają. W miniony czwartek sekretarz generalny ONZ, Antonio Guterres, przestrzegł, że pandemia Covid-19 może doprowadzić do „utraty globalnej produkcji o wartości 8,5 bln dolarów, największego spadku od czasu Wielkiego Kryzysu lat 30.” i dalej „Zmniejszenie przygniatającego zadłużenia nie może ograniczać się do krajów najsłabiej rozwiniętych, (…) musi ono zostać rozszerzone na wszystkie kraje rozwijające się i kraje o średnich dochodach, które proszą o odłożenie egzekucji długów, ponieważ tracą dostęp do rynków finansowych”.

Bardzo zabawne były tłumaczenia dużych zwyżek na giełdach europejskich (które mocno goniły Wall Street) i amerykańskich w środę. Rzeczywiście ostateczne odczyty indeksów PMI dla sektora usług (indeks menadżerów logistyki) w maju były nieco lepsze od wstępnie podanych i wyższe niż te dla kwietnia, ale nadal było to odbicie od 11. letniego dna, a wartość tych indeksów była dobrze poniżej 50 pkt., który to poziom oddziela rozwój od recesji. W maju również wskaźnik ISM dla amerykańskiego sektora przemysłowego wzrósł do 43,1 pkt. z 41,5 pkt. w kwietniu (to było 11. letnie dno).

Jeszcze bardziej zabawne było to, że ekscytowano się raportem ADP, który w środę podał, że w sektorze prywatnym w USA ubyło w maju „tylko” 2,7 mln miejsc pracy (w piątek zobaczymy oficjalne dane – dane ADP często się nie potwierdzają). Dlaczego się ekscytowano? Bo prognozowano ubytek 9 mln miejsc pracy. Z tego wniosek, że gdyby prognozowano na przykład ubytek 15 milionów, a byłoby 9 mln to reakcja też byłaby bardzo podobna. Oczywiście nieco kpię, bo co innego można zrobić, kiedy widzi się tak dużą dychotomię między Wall Street i Main Street (realną gospodarką)?

Jednym z bardziej interesujących wytłumaczeń tego szalonego wzrostu indeksów jest to, o czym ostatnio pisali analitycy Citigroup. Mówili o wpływie krótkich pozycji. Ja też wspominałem niedawno o wielkiej liczbie otwartych krótkich pozycji. Był największy od naprawdę wielu lat.

Analitycy Citi twierdzą, że to nie byki gonią indeksy na północ, ale wystraszone niedźwiedzie zamykające krótkie pozycje (muszą kupić akcje, żeby te pozycje zamknąć). To z kolei zmusza komputery do kupowania akcji i powstaje mocne sprzężenie zwrotne. Jeśli tak jest to wygaszenie tego impulsu powinno doprowadzić do dużej korekty.

Na rynku walutowym kurs EUR/USD kontynuował zwyżkę. Czekano przede wszystkim na czwartkowe posiedzenie ECB. Jak wyżej pisałem, oczekiwano dużego zwiększenia limitu skup aktywów i oczywiście rynki się nie zawiodły. Jak pisałem w minionym tygodniu, analiza techniczna kazała oczekiwać marszu kursu ku poziomowi 1,123 USD. Kurs uderzył w ten poziom już w środę i zawrócił. Była to jednak tylko niegroźna realizacja zysków z krótkich pozycji. Już w czwartek po decyzjach ECB i konferencji szefowej banku kurs ruszył znowu na północ ustanawiając trzymiesięczne maksimum. Nadal na wyobraźnię wpływał Fundusz Odbudowy (750 mld euro dla krajów UE, oczywiście o ile uda się to wynegocjować). Niedługo powinna się jednak na tym rynku rozpocząć korekta – wzrost był zbyt szybki.

Na rynku surowcowym cena baryłki ropy WTI pokonała opór na poziomie 34,70 USD otwierając drogę do poważnego oporu na poziomie 41,30 USD. Jednak już w okolicach 38 USD atak byków został wyhamowany. Zaszkodziły dane o zapasach w USA. Co prawda zapasy ropy nieoczekiwanie spadły, ale zapasy paliw i destylatów równie nieoczekiwanie mocno wzrosły. Zobaczymy, czy spadek jest tylko ruchem powrotnym do pokonanego oporu, czy może wybicie było pułapką. Nadal nadzieje na powrót gospodarki globalnej do zdrowia powinny pomagać zwolennikom droższej ropy i tylko problem chiński może hamować zwyżkę ceny.

Na rynku złota nadal panował brak przekonania, co do tego, czym należy się kierować i gdzie zaprowadzi graczy dominujący trend. W minionym tygodniu cena uncji nadal trzymała się w kanale trendu bocznego 1.670 – 1745 USD. Interesujące było szczególnie zachowanie rynku we wtorek i w środę. We wtorek cena zaatakowała poziom oporu, ale byki nie dały radę jego pokonać, co zaowocowała gwałtownym cofnięciem ceny. W środę cena dotarła tylko do 1.733 USD, po czym gwałtownie się załamała przekraczając 1.700 USD. W czwartek dynamicznie na ten poziom powróciła, ale wygląda na to, że o ile nie pokaże się inflacja to poziom 1.745 USD nie zostanie przekroczony i możliwa jest nawet dłuższa korekta.

Przejdźmy na nasze rynki. W Polsce majowy odczyt indeksu PMI wzrósł do 40,6 pkt. Ekonomiści spodziewali się wzrostu do 35,6 pkt. z rekordowo niskiego 31,9 pkt. w kwietniu. Było więc nieco lepiej niż prognozowano, co dziwić nie może skoro gospodarka powoli się otwierała, ale nadal taki odczyt mówił o recesji. Z czasem sytuacja powinna się poprawiać, o ile otwieranie gospodarki nie spowoduje uderzenia drugiej fali epidemii.

Interesujące rzeczy działy się w ostatnich dniach na GPW. W zeszły piątek obrót był potężny, a indeksy zakończyły sesję dużo lepiej niż inne, spadające całkiem mocno, indeksy europejskie.

Zwyżka WIG20 była niewielka, ale obrót naprawdę bardzo duży. Ktoś mocno kupował i mocno sprzedawał. W poniedziałek była cisza po burzy – WIG20 nieco zyskał, ale obrót znacznie się zmniejszył. Mocno zyskały indeksy mniejszych spółek. Podobnie zachował się rynek we wtorek i dopiero w środę WIG20 zyskał 1,8%, a w czwartek dołożył ponad jeden procent.

Nadal najmocniejsze są małe spółki (sWIG80 praktycznie testuje już szczyt z lutego 2020 r.). Jeśli chodzi o indeks blue chipów to WIG20 doszedł już do minimalnego, prognozowanego przeze mnie poziomu oporu (okolice 1.780 pkt.) wynikającego z szerokości kanału z którego się wybił. Pozostaje jeszcze możliwość wzrostu o wysokość masztu, na którym powiewała flaga (wspomniany wyżej trend boczny), czyli do poziomu 2020 pkt. Jeśli niezłe nastroje na Wall Street się utrzymają (nie musi to być dalszy wzrost – wystarczy stabilizacja) to indeksy będą u nas rosły.

Na naszym rynku walutowym, tak jak ostatnio pisałem, wróciliśmy do trwającego od 2012 roku trendu bocznego. Pomagało zachowanie walut krajów rozwijających się, a tym z kolei pomagało mocniejsze euro. Pojawiły się (agencja Bloomberg) komentarze, w których twierdzi się, że euro jest kluczowym wyznacznikiem siły walut krajów rozwijających się. Nic w tym dziwnego. Euro zyskuje, kiedy nastroje na rynkach poprawiają się, a wtedy zyskują również waluty krajów rozwijających się (w tym i złotego).

Kurs EUR/PLN w środę pokonał zapowiadany przeze mnie poziom 4,39 PLN (trącił nawet o okolice 4,37 PLN i wtedy rozpoczęła się korekta. Nie ma w niej nic dziwnego, bo po dużych spadkach realizacja zysków z krótkich pozycji musiała w końcu wyzwolić korektę. Opór teraz jest na 4,46 PLN. Podobnie zachowały się również kursy USD/PLN i CHF/PLN. Czy jest możliwe poważne osłabienie złotego? Teoretycznie tak, jeśli nastroje na giełdach się pogorszą, ale w najbliższych tygodniach nie oczekuję takiego osłabienia z powodów pandemii. Możliwe jest jednak osłabienie z powodu rosnących napięć na linii USA – Chiny.

Przyszły tydzień będzie dla GPW nieco nietypowy, bo w czwartek jest święto, więc długi weekend może znacznie ograniczyć aktywność inwestorów również w piątek. Przy okazji: tym razem komentarz dla iWealth pojawi się nie w piątek (12.06), ale w poniedziałek 15.06. W kalendarium nie znajdziemy wielu ważnych wydarzeń, a indeksy na globalnych giełdach są już tak wysoko że jakiś postój na nich bardzo by się przydał.

Czwartkowe święto w Polsce ma spore znaczenie również dlatego, że w środę w USA swoje decyzje przedstawi FOMC i odbędzie się potem konferencja prasowa Jerome Powella, szefa Fed. Najczęściej prawdziwe reakcje na decyzje Fed widzi się dopiero następnego dnia, czyli właśnie w czwartek, kiedy Polska będzie świętowała. Nie oczekujemy decyzji o przełomowy znaczeniu, ale nawet powtórzenie, że Fed zrobi wszystko, co w swojej mocy, żeby ratować gospodarki może chwilowo bykom pomóc.


Autorem tekstu dla iWealth jest Piotr Kuczyński, ekonomista, analityk rynków finansowych.


Niniejszy materiał ma wyłącznie charakter promocyjny i nie stanowi oferty ani zaproszenia do składania ofert w rozumieniu przepisów Kodeksu cywilnego. Informacje zawarte w niniejszym materiale nie mogą stanowić wyłącznej podstawy do skorzystania z usług oferowanych przez Spółkę lub do podjęcia jakiejkolwiek decyzji inwestycyjnej. Wymagane przepisami prawa informacje o Spółce oraz świadczonych usługach, w tym o ryzyku związanym z oferowanymi instrumentami finansowymi udostępniane są na stronie internetowej iwealth.pl, w serwisie transakcyjnym iWealth Online lub w formie papierowej przed rozpoczęciem świadczenia usługi.




Do pobrania