Tydzień zmiany nastrojów.

Piotr Kuczyński dla iWealth

W kolejnym komentarzu postaram się, żeby bardziej się skupić na rynkach niż na pandemii, chociaż przyznam, że łatwe to nie jest. I niestety znowu komentarz jest o 50% dłuższy od zakładanej wielkości. Przełom tygodnia był nadal na rynkach dramatyczny. Kryzys na rynkach kredytowych pogłębiał się. Fundusze oparte na obligacjach hipotecznych sprzedawały aktywa wartości miliardów dolarów po to, żeby zaspokoić inwestorów, którzy chcieli odzyskać gotówkę. Generalnie nadal wyciągano gotówkę ze wszystkich funduszy.

Państwa podejmowały bezprecedensowe decyzje.

Na przykład w Indiach zamknięto publiczne i finansowe firmy, co doprowadziło do spadku indeksów o około 13 procent (ale i tak SENSEX był o 25% wyżej niż w szczycie z 2007 roku, czyli przed kryzysem). W końcu zamknięto społeczeństwo (1,3 mld ludzi) w domu. W USA 1/3 ludności miała zalecenie pozostania w domu, Boris Johnson, premier Wlk. Brytanii tak radykalnie zmienił zdanie, że też zakazał Brytyjczykom wychodzenia z domu.

Rząd francuski opracował listę firm, które mogą potrzebować pomocy od państwa – od zastrzyku kapitału po całkowitą nacjonalizację. Premier porównał obecną sytuację gospodarczą do tej z czasów Wielkiego Kryzysu. Podobne plany ma rząd niemiecki. Chodzi oczywiście o objęcie nowych emisji akcji lub objęcie nowych udziałów, bo tylko to pomoże firmom. Ukrytym celem może też być przeciwdziałanie zamiarom przejęcia firm po niskiej cenie przez inne państwa (w domyśle: Chiny).

W Polsce też w piątek 20 marca rząd postanowił zmienić stan zagrożenia epidemicznego na stan epidemii, który daje rządowi więcej narzędzi. We wtorek postanowiono zaostrzyć sytuacje zostawiając nas wszystkich w domu i zezwalając na wyjście z bardzo określonych powodów. Uważam, że nowe regulacje będą nieegzekwowalne. Mają na celu przede wszystkim wystraszenie społeczeństwa, po to, żeby samo się pilnowało. Poza tym władza najwyraźniej chce za wszelką cenę tak stłumić do świąt epidemię, żeby po nich móc ogłosić sukces i stwierdzić, że nie ma powodu do odkładania wyborów.

Wróćmy na rynki. W poniedziałek Fed postanowił znacznie poszerzyć zakres skupowanych aktywów (między innymi opartych na kredytach studenckich) oraz zadeklarował, że nie będzie ograniczał wolumenu kupna. Można powiedzieć, że pokazał, co Jerome Powell, szef Fed, ma na myśli mówiąc, iż zrobi wszystko, co będzie potrzebne, żeby ratować gospodarkę.

Taka ilość nowego pieniądza wpuszczonego do gospodarki USA podważyła wiarę w bezpieczną przystań, jaką był dolar. Inwestorzy znowu ruszyli na zakupy złota, którego cena szybko wróciła ponad 1.600 USD.

Na tym rynku nadal wiele zależy od tego, czy ponownie kapitały zaczną uciekać ze wszystkich inwestycji. Jeśli tego ruchu nie będzie to potężna ilość nowych pieniędzy po epidemii powinna podbić inflację i osłabić dolara, a to powinno pomagać złotu (i akcjom).

Nadal uważam, że 10% płynnych aktywów należy trzymać w fizycznym złocie. Na wszelki wypadek, a nie po to, żeby szybko zyskać. Na stronach Mennicy Polskiej widać, że wyprzedane są już sztabki do 50 gram, a większe można zamówić tylko telefonicznie. Pojawiło się też wiele artykułów sygnalizujących, że jest problem z kupnem fizycznego złota. W nawiasie linki do trzech artykułów – jeden po polsku i dwa po angielsku – według mnie najbardziej rzetelny jest ten trzeci (https://tiny.pl/tzz8x, https://tiny.pl/tzz8w, https://tiny.pl/tzz84). Nie ulega wątpliwości, że jeśli pandemia zacznie się cofać to podaż złota się zwiększy.*

Spójrzmy też na rynek innych surowców i na rynek obligacji. Ceny ropy i miedzi zaliczyły na razie dołek (na razie, bo nie wiemy jak będzie się rozwijała sytuacja pandemiczna). Jeśli Rosja i Arabia Saudyjska dojdą do wniosku, że „wykończyły” łupkową konkurencję w USA to porozumieją się, a wtedy zobaczymy eksplozję ceny ropy. Grający na spadki na tym rynku targają tygrysa za wąsy. Poprawa sytuacji pandemicznej też surowcom pomoże.

Pomoże też niedźwiedziom na rynku obligacji rządowych. Ich ceny będą wtedy szybko spadały (rentowności rosły), bo spadnie apetyt na ryzyko, a zostaną potężne potrzeby pożyczkowe państw pomagających swoim gospodarkom. I jeszcze jedna, ważna, uwaga. Sytuacja na rynku obligacji korporacyjnych może być bardzo skomplikowana, bo mniejsze firmy mogą w tym roku bankrutować, a wtedy wartość ich obligacji będzie równa okrągłemu zeru.

Wall Street znowu przyjęła w poniedziałek kolejną decyzję Fed sceptycznie i indeksy spadły. Warto odnotować, że szeroki rynek (S&P 500) dotknął poziomów z końca 2016 roku (blisko 40% spadku), ale NASDAQ, czyli spółki wysokich technologii, stracił „tylko” 31% i dotknął poziomów z początku 2019 roku. Jak widać gospodarka oparta na Internecie jest relatywnie bardziej odporna od reszty spółek.

To był jednak łabędzi śpiew niedźwiedzi. Na świecie przełom nastąpił 24.03 (wtorek). Wtedy to od rana azjatyckie indeksy mocno zyskiwały. Wydawało się, że Fed nie pomógł w poniedziałek Wall Street, ale pomógł Azji… Po części tak rzeczywiście było, ale były też inne informacje poprawiające nastroje: Chiny od 8.04 zezwolą na transport z Wuhan, we Włoszech spadała liczba nowych zakażeń, a Donald Trump chce (mimo rosnącej liczby zakażeń) szybkiego restartu gospodarki.

Nic dziwnego, że tego chce, skoro na przykład James Bullard, szef oddziału Fed w St. Louis twierdzi, że załamanie będące następstwem epidemii koronawirusa może doprowadzić do wzrostu stopy bezrobocia w USA nawet do 30 proc. Tygodniowe, publikowane 26.03, dane o nowych wnioskach o zasiłek dla bezrobotnych skoczyły z 282 tys. do 3.283 tys. (nie pomyliłem się – ponad 3 miliony) – oczekiwano „tylko” 1 mln. Takiego odczytu jeszcze nie było (największy był w 1982 roku – 695 tys.). Reakcja rynku? Indeksy zaczęły szybko zyskiwać, bo takie dane być może jeszcze zwiększą pomoc Fed i rządu. Szaleństwo? Nie, po prostu tak reagują rynki nauczone od lat, że taka pomoc działała.

Od początku tygodnia czekano też na ciągle nieprzyjęty w USA pakiet pomocowy (2 bln $), ale nikt nie wątpił, że przyjęty zostanie. I rzeczywiście, w nocy ze środy na czwartek, Senat USA zatwierdził w końcu program o wartości 2 bilionów dolarów – wydatki plus ulgi podatkowe oraz 1200 dolarów dla dorosłego Amerykanina i 500 dolarów dla dziecka. Pakiet pomocowy jest większy niż ten po kryzysie 2007-2009 – wtedy w 2008 roku pakiet opiewał na 800 mln dolarów. Teraz jest to prawie 10% PKB USA (w 2019 roku był na wysokości 21,73 bln USD). Pakiet ma być jeszcze w piątek głosowany w Izbie Reprezentantów, ale nikt nie wątpi w to, że zostanie przyjęty.

Giełdy były już „znudzone” spadkami (naprawdę taki objaw czasem występuje), więc mocno wzrosło prawdopodobieństwo osiągnięcia dna. Nic dziwnego, że we wtorek indeksy w USA wzrosły po ponad 10%, a w czwartek ten wzrost znacznie zwiększyły. Poza tym na amerykańskich indeksach powstała formacja gwiazdy porannej bardzo często (ale nie zawsze) zwiastująca koniec spadków.

Czy takie wzrosty indeksów rzeczywiście zwiastują koniec przecen? Niekoniecznie. Po olbrzymich spadkach zamykanie krótkich pozycji generuje olbrzymie zwyżki. Jeśli jednak rynek będzie na tyle szalony to w tym tempie odrobienie strat będzie trwało krócej niż trwały spadki. Takie potężne zmiany indeksów pokazują, że prawdziwej, fundamentalnej wartość akcji podczas tego okresu pandemii strachu długo nie odkryjemy.

Pamiętać też koniecznie trzeba, że korekta często przyjmuje formę zygzaka – A (wzrost), B (spadek – ceny zachęcają do sprzedaży tych, którzy wcześniej nie zdążyli), C (wzrost – nadzieja przeważa). Potem zazwyczaj indeksy zaczynają znowu spadać. Myśląc o zakończeniu bessy trzeba więc wybierać, z czterech liter (L, U,W,V). Obawiam się, że w gospodarce bardziej adekwatna byłaby litera U, ale na giełdach V (szybki spadek, szybki wzrost) jest równie prawdopodobne jak W (podwójne dno). 

W Warszawie WIG20 ustanowił dołek (intra-day) wcześniej niż inne giełdy, bo już 16 marca. Wtedy to, po kolejnym dużym spadku podczas sesji, kończył dzień na niewielkim minusie. W kolejnych dniach sesje wzrostowe przeplatały się ze spadkowymi, ale indeks zyskiwał. Nadal podtrzymuję swoją sugestię (zdecydowanie nie rekomendację) niewielkiego zaangażowania w akcje i przesuwania zleceń stop loss w górę w miarę wzrostu wartości akcji (wyceny funduszy). Bardziej jednak istotne jest obserwowanie pandemii. Jeśli zacznie zwalniać w Europie i w USA to zaangażowanie będzie można zwiększać.

Po poniedziałkowej decyzji Fed zaczął szybko tracić dolar – na rynkach globalnych, ale w Polsce z początku tylko nieznacznie. Spadki przyspieszyły w środę i jeszcze mocniej w czwartek. Tym Polakom, których inwestycje, przychody, czy majątek, zależą od kursu złotego zalecałbym spokój. Jak tylko epidemia zacznie zanikać to kursy zaczną wracać do poziomów sprzed pandemii. W ostatnim dziesięcioleciu kurs EUR/PLN trzykrotnie szybko rósł, ale zawsze wracał (po roku, dwóch latach) do poziomów 4,10 – 4,20 PLN.

Pisałem, że być może omówię dzisiaj „tarczę” antykryzysową rządu, ale pisałem też, że musi się ona oblec w ciało ustaw, a dopiero w piątek 27 marca zobaczymy podczas posiedzenia Sejmu projekty ustaw. Wiemy już, że są plany darowania składek ZUS, a nie ich odwleczenia. Pojawi się też najpewniej więcej takich pomysłów, co zwiększy potrzeby pożyczkowe państwa.

Bartosz Marczuk, wiceprezes PFR, na Twitterze twierdził, że pójdzie na to dodatkowe 30 mld złotych. Jeśli do 66 mld dodamy 30 mld to otrzymamy wzrost (realnych, a nie gwarancji) wydatków o blisko 100 mld zł. Jeśli pamiętać o tym, że przychody budżetu będą mniejsze (30-50 mld) to zadłużenie będzie musiało wzrosnąć o około 7% PKB. Czyli do konstytucyjnego poziomu maksymalnego zostanie tylko 6 pkt. proc. Tym bardziej moja propozycja z poprzedniego komentarza (emisja obligacji dla ludności) jest warta rozważenia.

Interesujące były publikowane we wtorek dane makro ze strefy euro i z poszczególnych krajów strefy. Wstępne, marcowe, odczyty indeksów PMI (indeksy menadżerów logistyki – jeśli poniżej 50 to sektor się zwija) oczywiście spadły, ale jest coś warte zauważenia. W strefie euro oczekiwano spadku indeksu PMI dla sektora przemysłowego z 49,2 na 39 pkt., a w rzeczywistości spadł tylko do 44,8 pkt. Inaczej wyglądała sytuacja w sektorze usług: oczekiwano spadku indeksu z 52,6 na 39 pkt., a w rzeczywistości spadł do 28,4 pkt. Podobnie było w innych krajach Eurolandu.

Wniosek? W sektorze produkcji przedsiębiorcy nie poddają się i utrzymują produkcję na dość wysokim poziomie, ale w usługach jest dramat wynikający z zamknięcia ludzi w domach. Problem jest jedynie z uwagą w raportach mówiącą o tym, że odpowiedzi menadżerów logistyki nie obejmowały wprowadzonych w marcu zawieszeń produkcji. To rodzi pewien znak zapytania.

Reasumując wszystko zależy teraz od długości mrożenia gospodarek, czyli od rozległości pandemii i od chęci rządzących do uruchamiania gospodarki (niekoniecznie jedno musi być skorelowane dodatnio z drugim). Mrożenie gospodarki wydłuża czas trwania krzywej zakażeń, więc sytuacja w gospodarce szybko i drastycznie się nie poprawi. Jednak rynki finansowe od dwudziestu laty tak oderwały się od gospodarki, że nie oczekiwałbym, iż ze wzrostami cen/indeksów będą czekały na poprawę sytuacji w realnej gospodarce. Dołek został w tym tygodniu ustanowiony i musiałoby się coś drastycznie zmienić na rynku pandemii, żeby to się szybko zmieniło.

Autorem tekstu dla iWealth jest Piotr Kuczyński, ekonomista, analityk rynków finansowych.

* złoto z Mennicy Polskiej można kupić za pośrednictwem iWealth

Niniejszy materiał ma wyłącznie charakter promocyjny i nie stanowi oferty ani zaproszenia do składania ofert w rozumieniu przepisów Kodeksu cywilnego. Informacje zawarte w niniejszym materiale nie mogą stanowić wyłącznej podstawy do skorzystania z usług oferowanych przez Spółkę lub do podjęcia jakiejkolwiek decyzji inwestycyjnej. Wymagane przepisami prawa informacje o Spółce oraz świadczonych usługach, w tym o ryzyku związanym z oferowanymi instrumentami finansowymi udostępniane są na stronie internetowej iwealth.pl, w serwisie transakcyjnym iWealth Online lub w formie papierowej przed rozpoczęciem świadczenia usługi.




Do pobrania