Fatalny przełom kwartałów.

Piotr Kuczyński dla iWealth

Przełom kwartałów był dla globalnych giełd niekorzystny. Nastroje nadal, jak zawsze, dyktowała Wall Street. W piątek 27.03 indeksy straciły tam ponad trzy procent, ale w poniedziałek te straty odrobiły. Ostatnia sesja marca przyniosła we wtorek ponad 1,5 procentowe spadki głównych indeksów, a kwiecień rozpoczął się od ponad czteroprocentowych spadków i był to najgorszy początek kwartału w historii Wall Street.

Indeks S&P 500 stracił w pierwszym kwartale ponad 20% i był to najgorszy kwartalny wynik od grudnia 2008 roku. Jeszcze gorszy był indeks DJIA – 23 procentowy spadek – największy od 1987 roku. Na tym tle dość zaskakujący był niewielki spadek indeksu zaufania konsumentów – Conference Board – w marcu spadł z poziomu 132,6 do 120 pkt. (oczekiwano 110 pkt.). Wiecznie optymistyczni Amerykanie?

W Polsce WIG20 poruszał się w rytm zmian na innych rynkach (i tak będzie nadal), ale trzymał się z daleka od minimum z 16.03. Na rynkach królowała zmienność i ten stan nie powinien ulec zmianie w dającej się przewidzieć przyszłości. Trwa wojna między nadzieją, wynikającą z bezprecedensowego wsparcia rządów i banków centralnych dla gospodarki i strachem przed pandemią. Pośrodku są prognozy ekspertów dotyczące szybkości i siły odbicia gospodarczego. Wszystko zmienia się niezwykle szybko.

Pewną nadzieję budzi to, że na wykresach giełd amerykańskich i na przykład na niemieckim XETRA DAX zaczynają się rysować (nie są jeszcze uformowane) formacje proporca, które często zapowiadają kontynuację zwyżki. Minusem jest jednak to, że indeksy amerykańskie zawróciły po dotknięciu drugiego zniesienia Fibonacciego (38,2% spadków). To może sygnalizować, że mamy jedynie do czynienia z korektą. Kolejny poziom to 50% zniesienia – potrzebny do jego osiągnięcia jest około dziesięcioprocentowy wzrost indeksów.

Ostrzeżeniem jest to, co wyemitowali analitycy Citigroup twierdząc, że (za Pulsem Biznesu):

Rynek zakłada spadek zysków spółek na akcję o 30 proc, a nie obserwowane w kryzysie finansowym załamanie o 58 proc.

Zwykle tendencja spadku zysków i bessa na rynku o takiej głębokości zajmuje około roku. Jak już pisałem tydzień temu, na tak rozchwianym rynku trudno będzie znaleźć sensowną, logiczną wartość akcji.

W USA niewątpliwie pomagało inwestorom to, że w końcu Kongres przyjął pakiet pomocowy (2,2 bln USD). W poniedziałek Steven Mnuchin, sekretarz skarbu USA, powiedział, że pakiet wystarczy na 8-12 tygodni, jeśli będzie trzeba to Kongres go zwiększy. Minęły trzy dni od uchwalenia pakietu pomocowego (2,2 biliona dolarów), a kongresmeni rzeczywiście zaczęli się zastanawiać nad jego zwiększeniem. Indeksy oczywiście wtedy wzrosły. Jednak nie zareagowały już na powtórzenie przez Donalda Trumpa wyborczej obietnicy, czyli wstrzyknięcia 2 bilionów dolarów w inwestycje. Wyglądało to tak jakby inwestorzy w tę akurat pomoc nie wierzyli.

Rządy i banki pomagają gospodarce i rynkom, ale MFW zapowiedział, że globalnie świat wejdzie w recesję, która będzie co najmniej tak głęboka jak ta po kryzysie z lat 2007-2009. Analitycy funduszu twierdzą jednak też, że globalna gospodarka szybko da sobie radę ze skutkami pandemii, czyli wierzą oni, że ożywienie przyjmie formę V. Niektórzy analitycy (ci najbardziej optymistyczni) twierdzą nawet, że przyjmie formę znaku firmowego Nike, czyli „swoosh”.

To ostatnie uprawdopodobniają dane z Chin. Okazało się, że w marcu indeksy PMI dla przemysłu i usług nieoczekiwanie wróciły nad poziom 50 pkt. (dokładnie 52 pkt. dla przemysłu i 52,3 dla usług). Nie wszyscy podzielają ten optymizm. Były szef Morgan Stanley Asia, Stephen Roach (często bardzo pesymistyczny) uważa, że w USA pandemia da

co najmniej dwa kwartały największego spadku jaki widzieliśmy od końca II wojny światowej [wywiad dla CNBC].

Dane z amerykańskiego rynku pracy mogą sugerować, że to Roach ma rację, a nie MFW. W czwartek dowiedzieliśmy się, że poprzednia liczba nowych wniosków o bezrobocie (3,307 mln – podniesiona po weryfikacji) była horrendalna, ale w ostatnim tygodniu złożono aż 6,648 mln wniosków. Ta liczba była niewyobrażalna, ale indeksy rosły „bo Fed i rząd pomogą”, a cena ropy szybko rosła (o tym niżej), co podnosiło ceny akcji spółek sektora ropy i gazu. W piątek 3.04 zobaczymy najważniejsze, bo miesięczne (za marzec) dane z amerykańskiego rynku pracy. Można sobie wyobrazić jak dramatyczne będą te dane.

Mario Draghi, poprzedni szef ECB, powiedział w wywiadzie dla Financial Times (https://tiny.pl/7hwnm), że prowadzimy wojnę i powinniśmy zachowywać się jak na wojnie. Wysoki dług państw będzie normą, a do tego dojdzie anulowanie zadłużenia prywatnych osób. Odwołanie w tym tekście do lat ’20 XX wieku było poruszające. Zabrakło mi jednak tego, co wtedy nastąpiło w wyniku druku pieniędzy – hiperinflacji. Ale pamiętać trzeba, że w pierwszym okresie inflacja doprowadzała do potężnych wzrostów indeksów.

A inflacja w końcu się pojawi, bo długi rosną lawinowo wraz z produkowaniem nowego pieniądza. On po pandemii nie zostanie zneutralizowany. Przynajmniej ja w to nie wierzę. Pisałem w poprzednim komentarzu, że szczególnie zadłużone są kraje rozwijające się, dla których umocnienie dolara jest wręcz katastrofą. Duża część ich zadłużenia jest zadłużeniem dolarowym.

BIS (Bank for International Settlements), czyli bank banków centralnych, ostatnio poinformował, że od szczytu w 2007 roku zadłużenie 30 krajów rozwijających się (emerging markets) w styczniu i lutym wzrosło o 168% i sięgnęło poziomu ponad 72,5 bilionów dolarów (80% globalnego PKB – dla porównania w Polsce zadłużenie to około 46% PKB). W marcu doszło kolejne 83,3 mld USD. Parlament Ekwadoru już wnioskował o zawieszenie lub renegocjację długów.

Te problemy emerging markets zaczęły znowu osłabiać złotego, ale wystarczyła niewielka poprawa nastrojów w czwartek, żeby kursy zaczęły spadać. Nadal będziemy się na rynku walutowym bujali w rytm zmiany nastrojów. Widać to było na rynku EUR/USD. Kurs szybko rósł, ale jak tylko nastroje się pogorszyły to zanurkował. Warto jednak pamiętać o tym, że nastroje antyunijne we Włoszech szybko narastają. Według mnie ten kraj jest blisko decyzji o wyjściu ze strefy euro (to nie grozi nam teraz), co by tę strefę i euro potężnie osłabiło. Generalnie im mniejsze jest nasilenie pandemii tym gorzej dla dolara i tym lepiej dla złotego. Ta prosta reguła będzie długo obowiązywała.

Na rynku surowcowym cena złota utworzyła opór na poziomie 1.640 USD i jak tylko pogorszyły się nastroje na rynkach to zaczęła szybko spadać. Nadal widać to, o czym pisałem tydzień temu: różnicę w dostępie do ”papierowego” złota i do jego fizycznej postaci (w Mennicy Polskiej można kupić sztabki do 50 gram polskiej produkcji, ale zagraniczne nie są dostępne). Po uspokojeniu się pandemii, kiedy świat zacznie się martwić zadłużeniem cena powinna wzrastać.

Cena ropy WTI zeszła 30 marca poniżej poziomu 20 USD za baryłkę (poziom z przełomu wieku), ale w czwartek 2 kwietnia zaczęła szybko rosnąć. Były dwa powody. Po pierwsze agencja Bloomberg twierdzi, że Chiny planują duże zakupy tego surowca w celu zapełnienia swoich zapasów strategicznych. Po drugie w środę wieczorem prezydent Trump powiedział, że rozmawiał z Rosją i Arabią Saudyjską, które wkrótce zawrą porozumienie.

Co prawda Rosja w czwartek zaprzeczyła, ale Arabia Saudyjska zasygnalizowała, że chce pilnego spotkania OPEC+ (OPEC, ROSJA, Kazachstan itp.), co znacznie zwiększyło prawdopodobieństwo porozumienia. Jeśli do niego by doszło i pojawiłyby się sygnały zwalniającej pandemii to poziom ponad 50 USD za baryłkę uważam za możliwy do osiągnięcia.

A jaka jest sytuacja pandemiczna? Światowa Organizacja Zdrowia stwierdziła, że najprawdopodobniej epidemia w Europie osiągnęła swój szczyt, ale w USA jeszcze do niego daleko. Nawiasem mówiąc Medexpress.pl pisze, że naukowcy z Washington University in St. Louis przeanalizowali dane CDC dotyczące śmiertelności w USA w kolejnych tygodniach lat 2015–2019 i zestawili je z pojawiającymi się danymi z roku bieżącego. W porównaniu do poprzednich lat, widoczna jest wyraźna tendencja spadkowa. Porównując średnią liczbę zgonów w 10. tygodniu roku w latach 2015-2019 z liczbą zgonów w 10. tygodniu 2020 widać spadek o prawie 20 procent (https://tiny.pl/7hw23).

Oczywiście da się to dość prosto wyjaśnić (szczegóły w tym artykule), ale takie dane powinny dać do myślenia. Badacze z Oxfordu twierdzą, że 1 na 1000 zakażonych koronawirusem będzie na tyle chory, żeby wymagać hospitalizacji. Olbrzymia większość zakażonych będzie miała bardzo słabe symptomy albo nie będzie ich miała wcale.

Paul Romer, noblista z dziedziny ekonomii, powiedział ostatnio, że

jeśli obecna strategia dystansowania społecznego utrzyma się przez 12 do 18 miesięcy to co prawda większość z nas będzie żywa, ale gospodarka będzie martwa.

Powiedział też, że lepiej wydać 100 mld dolarów na testy niż tracić biliony dolarów z powodu zamrożenia gospodarki. Tylko czy to do rządzących dociera? Przecież łatwiej wydać nakazy i zakazy (po części absurdalne) niż pomyśleć o sensownej strategii walki z pandemią.

Zamrożenie polskiej gospodarki da się nam bardzo we znaki. Paweł Borys, szef Polskiego Funduszu Rozwoju, który jest jednym z głównych autorów „tarczy” twierdzi, że w drugim kwartale nasz PKB może się skurczyć o 5 do 10 proc. Generalnie prognozy zespołów analitycznych poszczególnych banków na rok 2020 różnią się drastycznie (od spadku PKB o 4,5% do wzrostu o 2%). Przy inflacji 4,7% to naprawdę źle wygląda.

Pokazuje to też indeks PMI (wskaźnik aktywności przemysłowej, liczony przez firmę badawczą IHS Markit) – spadł w marcu do poziomu 42,4 pkt. wobec 48,2 pkt. w lutym. Był to najniższy poziom tego wskaźnika od początku historii notowań. Nawiasem mówiąc GUS zrezygnował z publikowania wstępnych danych o inflacji – dane ostateczne zobaczymy dopiero 15.04. Generalnie na razie twierdzi się, że gospodarka zacznie ruszać w maju, a drugi kwartał będzie najgorszy.

Nic dziwnego, że zarówno minister finansów Tadeusz Kościński, jak i minister rozwoju Jadwiga Emilewicz, zapowiedzieli, że do Sejmu trafi nowy pakiet antykryzysowy. Podobno już w piątek 3.04 i podobno mają się w nim znaleźć pomysły związane ze zwolnieniami od składek na ZUS i z ulgami podatkowymi.

Paweł Borys, szef PFR mówił, że zadłużenie Polski w tym roku nie przekroczy 50% PKB (obecnie według MF nieco poniżej 45%, a wg ESA nieco powyżej 46% PKB). Nic dziwnego, ze agencja ratingowa Fitch nie zmieniła naszego ratingu (obniżyła Wielkiej Brytanii) twierdząc, że Polska będzie relatywnie odporna na skutki pandemii. „Tarcza” kosztować będzie jedynie 10 mld zł z budżetu – reszta to fundusze celowe, kredyty, odroczenia itp. Jeśli ubytek dochodów wyniesie 30-50 mld to w sumie budżetowi zabraknie około 40-60 mld, czyli około 2-3% PKB. Stąd prognoza prezesa.

Z uporem promuję swój pomysł. Uważam, że można zwiększyć zadłużenie o np. 3% PKB, czyli o ponad 60 mld zł, emitując obligacje detaliczne (5 lat, wysokie oprocentowanie). Odsetki wróciłyby do gospodarki, a do tego emisje można byłoby ubrać w patriotyczną szatę (Polacy pomagają gospodarce). Obniżyłyby się poza tym ceny mieszkań kupowanych obecnie za gotówkę. Dzięki temu można by przyjąć rozwiązania brytyjskie (bardzo chwalone przez noblistów): wakacje podatkowe dla firm, 80% dopłaty do pensji, kredyty z zerowym oprocentowaniem (oprocentowanie płaci państwo) itp.

Reasumując muszę powtórzyć to, co pisałem w ostatnich komentarzach: światełko w tunelu (spadek liczby nowych zarażonych – szczególnie w USA) lub zapowiedzi leku/szczepionki (do tego jeszcze daleko) doprowadzą do euforii na rynkach. Wtedy też zaczną mocno spadać ceny obligacji rządowych oraz drożeć będą surowce. I ponawiam ostrzeżenie – nie należy mylić obligacji państw z korporacyjnymi, bo tam możliwe są bankructwa firm.


Autorem tekstu dla iWealth jest Piotr Kuczyński, ekonomista, analityk rynków finansowych.

Niniejszy materiał ma wyłącznie charakter promocyjny i nie stanowi oferty ani zaproszenia do składania ofert w rozumieniu przepisów Kodeksu cywilnego. Informacje zawarte w niniejszym materiale nie mogą stanowić wyłącznej podstawy do skorzystania z usług oferowanych przez Spółkę lub do podjęcia jakiejkolwiek decyzji inwestycyjnej. Wymagane przepisami prawa informacje o Spółce oraz świadczonych usługach, w tym o ryzyku związanym z oferowanymi instrumentami finansowymi udostępniane są na stronie internetowej iwealth.pl, w serwisie transakcyjnym iWealth Online lub w formie papierowej przed rozpoczęciem świadczenia usługi.




Do pobrania